Wpisz szukane zagadnienie. Wciśnij ESC, aby anulować.

Hygge jest przereklamowane…

Według Duńczyków „Hygge” to celebrowanie zwykłych chwil, bliskości, ciepła i czerpania radości z prostych rzeczy. Mam przed sobą książkę przepięknie wydaną, z mieniącą się w kolorach złota okładką. Pewnego wieczoru (grubo miesiąc temu, a może nawet dwa) zasiadłam do lektury. Dziecko już spało, waniliowa świeczka się paliła, do tego przygaszone światło i cisza w około mnie. Na kolejnych stronach książki dowiaduję się, że jestem bardzo hygge/ hyggeling czy jak to tam zwał… Eureka! I wcale nie musiałam czytać tej książki, żeby to hygge wprowadzić w życie… Bo się okazuje, że hygge jestem od kilku ładnych lat.

Zaczynam czytać. Teksty na stronie są krótkie, ale ciężko przez nie przebrnąć. Co rusz hygge, hyggeling, hyggować, hyggeliste… te słowa non stop w tekście się plączą i strasznie mnie drażnią. Po dwóch kartkach odkładam książkę i idę spać. I tak praktycznie każdego wieczoru. Staram się przebrnąć przez kolejne chociaż kilka stron. Jak coś zaczynam, to lubię to kończyć. Tak mam, więc brnę dalej. A miało być lekko i przyjemnie. Książka zawiera tak oczywiste dla mnie stwierdzenia i porusza tak oczywiste tematy. Tematy, które ja od dawna – nim pojawiła się moda na hygge wprowadziłam na stałe w swoje życie. Być może stwierdzenie, że wprowadziłam jest tu błędne. Po prostu zdałam sobie sprawę jak ważne są małe, proste rzeczy i (czasami) życie w wersji slow.

Hygge jest przereklamowane...

Hygge jest przereklamowane…

Celebruję chwilę, w sumie to każdy dzień. Zaczynając od fajnego śniadania i na tych waniliowych świeczkach kończąc. Wiem, jak ważna jest rodzina i najbliższe otoczenie. Gra światła, recykling, coś z niczego. Spacery po lesie, pikniki i niedalekie wycieczki. Jeśli tego nie wiecie to odsyłam do lektury, ale jak dla mnie „Hygge” jest mocno przereklamowane. W ostatnich miesiącach internet kipiał od tego słowa i pewnie większość z Was ten temat omijała z daleka. Nie zawsze to, co modne i popularne jest dobre, ciekawe i fajne. I mam tu na myśli książkę – a nie, nie celebrowanie życia.

A co do wydania – pomijając treść – okładka jest przepiękna i bardzo fotogeniczna. Prawda? W środku też jest kilka fajnych fotografii. Ale to tyle. 

A jakie jest Wasze zdanie? Czytaliście „Hygge – duńska sztuka szczęścia”? 

FOLLOW ME ON INSTAGRAM FACEBOOK

228 total views, 6 views today

10 Komentarze

  1. bo może to co duńskie nie dla nas ? ale masz rację, książka wydana w bardzo ładnej obwolucie :)

    • Jeśli chodzi o przesłanie to myślę, że dla wszystkich. Jednak te nazwy kompletnie mi nie pasują…

  2. Ja żyję tak w zasadzie od lat, na Szczycie to łatwe ;)

  3. Też widziałam wiele recenzji i zachwytów nad „Hygge”. Podejrzewałam, że to coś niezwykłego, a jak doczytałam, okazało się, że to stosuję w codziennym życiu, tyle że tego nie nazywam hygge. Dla mnie to zwyczajna codzienność i priorytety życiowe – czyli rodzina, dom, spokój, miłość itp.

  4. Już nie pierwszy raz spotykam się z tą książką. Kojarzę, że jest w okół niej głośno, aczkolwiek nigdy mnie do niej nie ciągnęło.

  5. Czytałam, nie tylko tę pozycję odnośnie hygge, bo fascynuje mnie ten zabieg marketingowy :) Nie sposób jednak nie zgodzić się, że warto źródeł szczęścia poszukiwać w małych codziennych przyjemnościach

  6. Mnie z kolei książka wciągnęła – pochłonęłam ją w dwa dni :) I mimo, że sama staram się na co dzień celebrować chwilę – uważam, że warto sobie co jakiś czas o tym przypomnieć, odświeżyć ;)

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.