Wpisz szukane zagadnienie. Wciśnij ESC, aby anulować.

Wielki świat czy małe miasteczko?

Jedna z czytelniczek pod ostatnim postem zadała mi pytanie czy lepiej żyć z dzieckiem w dużym mieście czy w małym: “Agnieszko mam do Ciebie takie bardziej osobiste pytanie. Jak oceniasz sytuację przeprowadzki z dzieckiem z dużego miasta do małego miasteczka ? Wiadomo że powietrze pewnie lepsze są pola , łąki i lasy pewnie też. Dziecko ma gdzie wyjść pobiegać itd. W dużych miastach bieganie między blokami albo w centrum w tłumach nie jest tak wspaniałe dla dziecka jak las a już pomijając te biedne mamy bo bieganie za dzieckiem w tłumach to koszmar ale ja chciałam zapytać jak Zuzia się rozwija ? Czy większy kontakt z naturą , przy zwierzętach no i przede wszystkim bliżej dziadków jest dla dziecka lepszy ? Czy zauważyłaś różnicę ? Ostatnio co raz to więcej ludzi decyduję się na wyjazdy za miasto tam budują domy bądź dobudowują się do rodziców i dziecko ma dziadków na miejscu . Jednak nurtuje mnie opcja taka , że lepsze możliwości rozwoju intelektualnego jak i zaradności pozostaje dla dziecka jednak w dużym mieście .” Postanowiłam napisać o tym osobny post, a nie krótki komentarz.

10 lat mieszkałam i żyłam w Warszawie. Wyjechałam na studia i tam już zostałam. Wielkie miasto, inne możliwości, lepsze szkoły, lepsza praca, lepsze jutro i w ogóle wszystko naj. Tak było do pewnego czasu. Każdy kto wyrwie się z małej miejscowości do wielkiego świata myśli, że to właśnie tam jest piękniejszy świat i lepsze życie. Po czasie staje się to naszą normalnością i nawet czasem stwierdzam, że przecież nie ma się czym zachwycać, bo po pierwsze przywykłam do tego, po drugie może nawet już mnie to nudzi a nawet denerwuje. Wieczny pośpiech, pogoń za pracą i pieniądzem, masakryczne korki, nieznajomi ludzie, choć na początku uważasz, że anonimowość to ogromny plus. Po czasie jednak jest to męczące, bo nikogo nie znasz, nie ma komu powiedzieć “dzień dobry”, chyba, że znajomej pani z pobliskiego sklepu, na ulicy mijają Cię obce twarze, które mają wszystko w … nosie, wkurza ta obojętność, i choćbyś nawet zaczęła na środku rodzić to jest szansa, że nikt Ci nie pomoże. 

Mam tam przyjaciół, ale każdy wiadomo, ma swoją pracę, domy, dzieci i własne życie. Jest ciężko, bo nie ma w pobliżu rodziny. Nawet jeśli uda Ci się założyć swoją to i tak w mig możesz zostać sama i na lodzie, bo teraz są inne priorytety i żyje się “inaczej”. Tak, mówię tu o sobie. Nie raz podkreślałam, że to życie samo układa nam scenariusz i choćbyś miała nie wiem jak fantastyczne plany to los zawsze może je pokrzyżować. Nas sytuacja życiowa zmusiła do tego aby wrócić na stare śmieci. Nie wiem, może jeszcze kiedyś wrócimy do Warszawy, nie mówię nie, na razie póki co nie ma takiej opcji i wiecie co, dobrze jest tak jak jest. Widocznie tak musiało być. Wszędzie są plusy i minusy. Wielki świat – niby wielkie możliwości, lepsza praca, wszystko na wyciągnięcie ręki, ale samej z dzieckiem u boku jest na prawdę ciężko. Małe miasteczko z kochającą rodziną jest dla nas w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. Szczerze mówiąc, tęskniłam za tym, choć tak na prawdę, nie wyobrażałam sobie tego powrotu. Rzucić wszystko, spakować 10 – letni dobytek i wrócić. Początkowo traktowałam to jako życiową porażkę, ale podobno zmiany są dobre i już tak nie myślę. Staram się odnaleźć siebie tutaj a co najważniejsze to widzę, że Zuzi też jest tu dobrze, jest szczęśliwa i spokojna. A sporo przez ostatni czas przeszłyśmy. W sumie to dalej przechodzimy, ale teraz w kochającym domu i wśród bliskich. Zuzia więcej mówi, ma coraz to lepsze pomysły na zabawę, jeździ na rowerze, ostatnio nawet hulajnoga poszła w ruch :) ogólnie bardzo dobrze się rozwija. Na wyciągnięcie ręki mamy lasy, łąki i jeziora. Jest sielsko i anielsko. Cisza i spokój. Bez pośpiechu i bez nerwów. Mamy czas na wszystko. 

Mylifestyle

Mylifestyle

Mylifestyle

Mylifestyle

Mylifestyle

FOLLOW ME ON INSTAGRAM & FACEBOOK

 

2,682 total views, 1 views today

7 Komentarze

  1. Wow dzięki za taki komentarz ! Czuję się zaszczycona no ale dobra…
    Po pierwsze wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma to moja zasada. Nie ma co myśleć sama się przekonałam , że ludzie i miejsca które wydają się cudowne przy bliższym spotkaniu nie zyskują a ujmują sobie no cóż takie czasy ….
    Po drugie jaka porażka dla Ciebie? Warszawa , Kraków , Wrocław czy inne mniejsze miasta wszystko jedno . Sukcesem dla Ciebie powinno być to , że 10 lat żyłaś w tym Wielkim Mieście , że pracowałaś i dawałaś radę sobie tam sama bo szybko tam uciekłaś . Mogę sobie tylko wyobrazić co czułaś mając 19 czy 20 lat a tu będziesz mieszkać w stolicy.
    Jeżeli Zuzi jest lepiej w Staszowie to cieszę się razem z Wami :)
    A Wy no cóż życie napisze dalszy scenariusz albo założysz szczęśliwą rodzinę w Staszowie albo wyjedziesz z córką za jakieś 18 lat by ona tam zaczęła studenckie życie a Ty już jej pokażesz trochę swoich ulubionych miejsc a pewnie było ich kilka.

    Ps. Jak zwykle najdłuższy komentarz mój ;p Buziaki i powodzenia !

    • Agnieszka

      :) zgadzam się, wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Wiesz mając 19 czy 20 lat, to zupełnie inna bajka, studia, życie studenckie, imprezy, itd. Było fajnie, ale te czasy dawno minęły. Teraz ważniejsze jest w moim życiu coś innego i mam inne priorytety, a co będzie dalej? Tego nie wie nikt :)

  2. Kasia M.

    Podziwiam za odwagę i siłę. Ja nie wyobrażam sobie co bym zrobiła w takiej sytuacji. Dobrze, że masz kochającą rodzinę na którą możesz liczyć. Powodzenia Aguś!

    • Agnieszka

      Czasami trzeba się zebrać w sobie i zdobyć się na odwagę, chociaż niekiedy życie nas wyręcza i po prostu nie mamy innego wyjścia.

  3. Wow fajny post , jestem pełna podziwu . Życie Warszawianek pewnie jest dużo łatwiejsze niż przyjezdnych . Ciekawa jestem jak się tam czułaś i jak traktuje się przysłowiowe słoiki ?
    Poza tym czy wszyscy się do tego przyznają ?
    Fajny byłby post o wspomnieniach z Warszawy i duża dawka zdjęć z tamtego okresu oj pooglądałabym i poczytała też sobie :) Buziaki :*

    • Agnieszka

      Szczerze mówiąc to określenie “słoiki” poznałam całkiem niedawno :) nie odczuwałam tego, że jestem jakaś inna, bo nie pochodzę z Warszawy, tam raczej ciężko jest spotkać rodowitego warszawiaka :) większość jest przyjezdna. Najlepiej widać to przy okazji świąt, Warszawa jest pusta, każdy jedzie w swoje strony.

  4. Odważna jesteś , wszystko na klatę brać i to już od nastu lat , podziwiam . Fajnie , że zostałaś tam po studiach bynajmniej mogłaś trochę pokosztować życia wielko miastowej no ale cóż z tą anonimowością to właśnie tak jest , że raz źle a raz dobrze. Jaga powyżej wspomniała o poście wspomnieniach z Warszawy i dużej dawce Twoich zdjęc , czy jest taka możliwość by post ten powstał ?

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.