Wpisz szukane zagadnienie. Wciśnij ESC, aby anulować.

9 kosmetyków idealnych na sezon jesień-zima

14 listopada. Pisząc ten post siedzę pod cieplutkim kocem, Zuzia już śpi, pali się zapachowa świeca, mam maseczkę na twarzy, a w tle sączą się chillout-owe nuty na Spotifay. Robię ostatnie szlify do wpisu, który właśnie czytasz. Pisałam już milion razy, że nie cierpię jesieni i zimy, bo jest zimno, trzeba się ciepło ubierać, o 17:00 jest już noc, a skóra i mózg domaga się słońca. Trzeba wspomagać się czekoladą i aromaterapią, żeby uchronić się przed spadkami nastroju – przynajmniej mi to pomaga. Na twarzy nie wystarczy lekki makijaż i rozwiany włos. Jeśli chodzi o skórę trzeba czegoś więcej niż muśnięcie bronzerem ze złotymi drobinkami. Latem, skóra jest zupełnie inna. Nie muszę stosować dużej ilości kosmetyków, nie jest sucha i ściągnięta. A zimą? Wystarczy, że odpalą sezon grzewczy i od razu sucha skóra daje się we znaki.

Po ostatnim kosmetycznym detoksie (a miałam taki) wybrałam się w końcu na zakupy. Moje zapasy zostały wyzerowane i to do tego stopnia, że pożyczałam krem od córki. Wybrałam się więc na szoping i mam kilka takich energetycznych perełek, które pozwolą jakoś ten sezon jesienno-zimowy przetrwać…. bo dodają skórze blasku, porządnie nawilżają, a zapachy tych kosmetyków sprawią, że po prostu się CHCE. Prócz zapachów, kojących właściwości działają na mnie też kolory: pomarańcz, bordo, brązy, karmele i beże! Karmelowo tej jesieni mam nawet w szafie. Mam też ochotę na odświeżenie mieszkania i zmianę chociaż dodatków na rudości, zielenie i bordo, ale to by było wbrew moim założeniom, że oszczędzam i idę w stronę minimalizmu – więc zostaje po staremu. 

Wracając do kremów, płynów, maseczek i peelingów. To czy można się rozwodzić na temat kosmetyków z dobrym składem i cudownie działających na skórę? Otóż można! 

Zaczynamy od twarzy

Nieustannie do zmycia makijażu używam serii cytrusowej z Bielendy, pisałam o tym tutaj. Dalej skórę przecieram hydrolatem, do tego mam wodę pomarańczową Make Me Bio. Hydrolat oczyszcza, uelastycznia i matowi skórę. Ma kilka zastosowań, ale ja używam go tuż przed nałożeniem kremu. Z powodzeniem może zastąpić tonik. Gdzie dostać taki hydrolat? O tutaj –> KLIK. Na czystą skórę serwuję rewitalizujący krem dla skóry normalnej i wrażliwej Make Me Bio Orange Energy. Jak ten krem dobrze na mnie działa! To zdecydowana kwintesencja natury i energetyczna bomba zapachowa. Bez parabenów, siarczanów, sztucznych zapachów i konserwantów. Człowiek po nałożeniu takiego cuda od razu czuje się milion razy lepiej. Zdecydowanie pobudza zmysły, a woda z kwiatu pomarańczy przenika w głąb skóry rozjaśniając ją i tonizując. Zawiera też olejek mandarynkowy, wyciąg z rumianku, olejek z migdałów i jojoba. Krem idealny także pod makijaż. W wielu drogeriach krem jest bestsellerem i wcale się nie dziwię! Do kupienia TUTAJ

Zainwestowałam też w końcu w krem pod oczy również marki Make Me Bio. Niestety negatywne działanie czynników zewnętrznych, stres, intensywny tryb życia mają ogromne znaczenie na wygląd naszej skóry. Jeśli mamy dostęp do świetnych jakościowo kosmetyków naturalnych, to aż grzech nie skorzystać. Ten krem pod oczy jest z marakują i zieloną herbatą. Zawiera ochronę SPF 25 (którą tak naprawdę powinnyśmy stosować cały rok i to na całą twarz). Krem rozjaśnia skórę wokół oczu, podbudza produkcję kolagenu i zmniejsza obrzęki. Kwas hialuronowy regeneruje naskórek poprawiając jego jędrność. Brzmi obiecująco, prawda? BIO krem pod oczy znajdziecie TUTAJ.

Zazwyczaj raz w tygodniu używam przeróżnych maseczek. Teraz mam maskę do twarzy Babuszki Agafii na mleku łosia, ale pachnie czekoladą :) Maska jest bestselerem, jak wspomniany już krem pomarańczowy. Maska jest delikatna, zawiera syberyjskie zioła, które odmładzają skórę. Obficie nawilża, stymuluje odnowę komórkową, zwiększa elastyczność i wyrównuje koloryt skóry twarzy. Co zawiera? 100% składniki naturalne:

  • mleko łosia – czterokrotnie bardziej odżywcze niż mleko krowie. Mleko łosia ma silne działanie odmładzające
  • różeniec górski bogaty jest w kwasy organiczne i flawonoidy – przywraca skórze jędrność i elastyczność
  • ekstrakt z korzenia białej morwy, który zawiera karoten, witaminy grupy B, które odpowiadają za wygładzenie i ukojenie skóry
  • organiczny biały wosk pszczeli, który chroni skórę przez odwodnieniem.

Regularnie też korzystam z peelingów, zarówno tych do twarzy jak i ciała. Już jakiś czas mam peeling Marion Miód i cytryna – głęboko oczyszczający, w sam raz dla cery zmęczonej, szarej i pozbawionej witalności. Peeling jest gruboziarnisty z naturalnym ścierniwem, który pomaga złuszczyć naskórek, oczyszcza pory i pozostawia gładką skórę. Zawiera składniki aktywne takie jak: 

  • ekstrakt z miodu – bogaty w proteiny i minerały, które dostarczają skórze nawilżenia oraz blasku
  • cytrynę – która poprawia koloryt skóry
  • zmielone pestki moreli, które walczą z martwym naskórkiem.

Jeśli chodzi o ciało

Kontynuując temat peelingów i scrubów to muszę polecić Wam organiczny Scrub do ciała o zapachu słodkiego migdała. Organic Shop serwuje kosmetyki w 99,99% naturalne. Jak wyżej: nie zawierają SLS, parabenów i silikonów. Scrub jest na bazie olejku migdałowego i cukru trzcinowego. Po użyciu skóra w mig staje się gładka i oczyszczona. Zawsze po peelingu czuję się 3 kg lżejsza ;) Ten zapach i wiele innych znajdziecie tutaj –> KLIK.

Do smarowania na jesień i zimę gorąco polecam balsam  odżywczo – ujędrniający do ciała o zapachu żurawiny marki Mokosh. W zeszłym sezonie miałam żurawinowy olejek o tym samym, pięknym zapachu. Jednak u mnie olejki nie sprawdzają się zbyt dobrze, a to dlatego, że ja ręce wiecznie mam we włosach. Olejek + włosy = wiadomo co z tego wychodzi… ;) Dlatego jeśli chodzi o smarowidła to preferuję balsamy, ewentualnie masła. Ten balsam z Mokosha jest R E W E L A C Y J N Y ! Stworzony na bazie naturalnych olei i ekstraktów roślinnych. Zawiera olej arganowy, który wiadomo  znany jest ze swoich właściwości opóźniających oznaki starzenia, olej jojoba, który doskonale odnawia płaszcz hydrolipidowy. Olej żurawinowy ma działanie przeciwrodnikowe, regenerujące i wygładzające. Balsam został wzbogacony ekstraktem z wąkrotki azjatyckiej, która wykazuje intensywne działanie przeciwzapalne, ujędrniające i nawilżające oraz ksylitolem, który utrzymuje odpowiednie stężenie kwasu hialuronowego w skórze. Cała ta kompozycja sprawia, że produkt jest jedyny w swoim rodzaju. Do kupienia TUTAJ.

Testuję też brązujący balsam do ciała i twarzy z Mokosa Cosmetics. Tym razem żurawinę wymieniłam na pomarańczę z cynamonem. Pachnie – nieziemsko! A jak działa? Też nieźle. Balsam jest oczywiście bestsellerem. Zawiera łagodzący aloes oraz działającą antyoksydacyjnie witaminę E. Zawiera innowacyjny składnik pochodzenia naturalnego „MelanoBronze”, dzięki któremu skóra staje się ciemniejsza – zwiększa naturalną pigmentację skóry poprzez stymulację produkcji melaniny w melanocytach. Nie pozostawia smug i tego nieprzyjemnego zapachu jak standardowe balsamy brązujące czy samoopalacze. Na takie bezpieczne opalanie można się skusić, prawda? Balsam dostępny TUTAJ.

Czas na makijaż

Tą paletę mam dość długo, jednak leżała i czekała na odpowiedni moment. The Burgundy Bar Maybelline, znajdziecie ją TUTAJ. Paleta zawiera 12 kolorów, w tym 10 perłowych i 2 maty. Ten zestaw pokochają wszystkie miłośniczki brązów, beży i czerwieni. Idealne kolory na jesień i zimę. 

Plusy:

  • pozwala na zróżnicowany makijaż
  • zawiera kolory, które można fajnie połączyć, cienie są mocno napigmentowane
  • długo się utrzymują
  • łatwo się nanosi, pędzlem, a nawet opuszkami palców.

Co z minusów? 

  • brak lusterka w opakowaniu
  • zbyt małe przerwy między cieniami – przez co cienie mogą się mieszać
  • cienie się osypują (w sumie jak większość, tych jakie miałam do tej pory). Ten minus zbytnio mi nie przeszkadza – radzę sobie z tym. 

Mam nadzieję, że moja kosmetyczna ściąga bestellerów i energetycznych perełek na sezon jesień-zima się przyda i jakoś przetrwamy do lata. Buziaki! :*

FOLLOW ME ON INSTAGRAM & FACEBOOK

 

534 total views, 14 views today

11 Komentarze

  1. Agnieszko, znów czekają mnie zakupy. Jak myślisz czy te kosmetyki nadają się na prezenty gwiazdkowe?
    PS. Promieniejesz!

  2. Warto na pewno dobierać kosmetyki pod katem potrzeb skóry. Bo każda skóra ma inne potrzeby. Przede wszystkim takie ze składnikami natłuszającymi, odżywiającymi i chroniącymi przed promieniowaniem UV. Jednak tak naprawdę wszystko zależy od typu cery. Skóra wrażliwa może być sucha, naczynkowa, ale też tłusta. W przypadku cery suchej przydadzą się kremy półtłuste i tłuste, cera naczynkowa wymaga dwufazowej pielęgnacji (ochrona naczynek przed pękaniem i silnie nawilżenie).
    Dzięki za pomysy na prezenty gwiazdkowe. Takie pachnące cuda na pewno będą się podobały innym :)

  3. Zaciekawiły mnie maseczki do twarzy Babuszka Agafia, z chęcią bym je u siebie przetestowała. Paleta cieni tez jest bardzo piękna. Wpis idealnie się przyda na okazje zbliżającego się Mikołaja, będzie świetna podpowiedzią dla szukających prezentów. :):*

  4. Z Marionu z tej serii miałam żel do mycia twarzy, fajny był, ma śliczny zapach.

  5. Świetne zdjęcia, sporo tych kosmetyków omówiłaś :-)

  6. Uwielbiam Marion za to, że mają rewelacyjne kosmetyki w śmiesznych cenach. Spróbuj serii Kwiat wiśni, jest boska.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany.