#szczęściejestproste – wywiad z Karoliną Wilk o szczęściu, fajnym życiu i przeciwnościach losu

by Agnieszka
Karolina Wilk

Karolinę poznałam kilka lat temu, z tego co pamiętam to były Mikołajki w Grodzie Kraka. Byłam współorganizatorką tego wydarzenia, gdzie biegałam w szale pilnując różnych spraw. Karolina przyjechała z rodziną, bił od niej spokój i kobiece, delikatne ciepło. Nie miałyśmy zbyt wiele czasu na pogaduchy. Ale od tamtego czasu zostałyśmy koleżankami w sieci, mamy podobne cele, ale nie jesteśmy dla siebie konkurencją. Tak myślę! :) Wspieram kobiety i kobiece biznesy, obserwuję, podglądam, kibicuję, a czasami zazdroszczę i się motywuję. Podczas dzisiejszego wywiadu z Karoliną Wilk zwaną w sieci Kinką rozmawiamy o szczęściu, które jest proste, o fajnym życiu, które jednak czasami rzuca kłody pod nogi i o chorobie, z którą wygrała. 

Karolina Wilk

Jest czwartek. 12 listopada. Przygotowuję się do wywiadu z Tobą. Siedzę na Twoim blogu i zanim coś napiszę przez kilka minut gapię się w Twoje zdjęcie. Wiesz co widzę? Piękną, młodą, zadbaną, delikatną kobietę z fantastycznym i ciepłym uśmiechem od ucha do ucha. A później sobie myślę, że ta sama kobieta, którą widzę ma w sobie niewyobrażalną siłę i chęć do życia. Przeszłaś tyle, że z niejednym mogłabyś się podzielić. Teraz dzielisz się, ale szczęściem i życiowymi przemyśleniami. Powiedz proszę, jak się teraz czujesz? 

K: I od razu od początku wzruszenie, tak pięknie mnie przedstawiłaś. Dziękuję! Jak się czuję? Bardzo dobrze! Poza tym, że są dni, kiedy jestem bardzo zmęczona, czasem trafiają się tygodniowe migreny, co wiąże się z chorobą, to przez lata nauczyłam się z tym sobie radzić. Na początku w głowie, bo to jednak najtrudniejsze, a potem tak zwyczajnie, fizycznie. Głowa w całym procesie, to najważniejszy narząd – choć tak naprawdę boli Cię coś innego, to dopóki nie poukładasz wszystkiego w głowie, ten ból nigdy nie minie. I tak, teraz kiedy mam gorsze dni, reaguje, wiem że to stan przejściowy, odpoczywam i działam dalej. Bo po prostu bardzo chcę! Rozgadałam się, ale udało mi się nie wyprzedzić faktów :)

Czy czegoś Ci brakuje? Uważasz, że Twoje życie jest fajne?

K: Czego mi brakuje? Ekspresu do kawy, takiego co mieli ziarna. Jak ja o nim marzę! Tylko ciągle jest coś ważniejszego do kupienia :) Wiesz co właśnie sobie uświadomiłam? Że naprawdę do szczęścia brakuje mi niewiele, bo jeśli to tylko ten nieszczęsny ekspres, to znaczy, że jest naprawdę dobrze! Moje życie jest naprawdę fajne, bo robię każdego dnia wszystko, żeby takie właśnie było. Kiedyś dużo oczekiwałam od życia, myślałam, że jest nam coś winne, ciągle czegoś brakowało. Później doszłam do zaskakujących wniosków, że to nie życie ma ze mną problem, a to ja problem mam z nim. Paradoksalnie choroba nauczyła mnie nie pytać: “Dlaczego ja?”, ale “co dalej?”. Wiesz co jeszcze sprawia, że moje życie jest fajne? Wdzięczność, uważność i zaskakujące odkrycie, że szczęście nie jest celem, do jakiego dążę, ale jest po prostu sposobem patrzenia na życie. Banalne, prawda? Mi zajęło to kilka ładnych lat.

Aż mam ochotę kupić Ci ten cholerny ekspres :D Tak, do pełni szczęścia ;) Napisałaś coś bardzo ważnego, żeby nie pytać: “dlaczego ja” tylko “co dalej”. Przy różnych życiowych potknięciach powinnyśmy o tym pamiętać!

Jak długo blogujesz i skąd w ogóle wziął się pomysł na blog?

K: Niedawno minęły cztery lata, od kiedy napisałam pierwszy tekst na blogu. Napisałam go na sali pooperacyjnej. Ale od początku. Jestem z zawodu i ogromnej pasji dziennikarką – czuję tę pracę całym sercem i uwielbiam to robić! Po urodzeniu pierwszego dziecka pracę na etacie w redakcji zamieniłam na pracę zdalną, w domu. Zawsze marzyłam o tym, żeby pisać felietony, książki, prowadzić coś swojego. Ale stała praca, co miesięczna pewna wypłata na koncie sprawiały, że nie potrafiłam rzucić tego i zaczynać od początku. A później przyszło życie i zdecydowało za mnie. Przyszedł marzec, 2016 rok, moje 29 urodziny – to było jak maraton złych wydarzeń, z którego nie potrafisz się wypisać. Straciłam pracę, poroniłam i zdiagnozowano mi nowotwór złośliwy tarczycy. Nigdy wcześniej nie byłam w tak beznadziejnej sytuacji, w tak złej kondycji psychicznej. Bo z jednej strony jesteś załamana utratą ciąży, masz ochotę wejść pod koc, skulić się i po prostu ryczeć, a z drugiej musisz być silna, bo przecież czeka się leczenie raka. Kilka tygodni później byłam już po operacji. To wtedy podjęłam decyzję, że zamykam firmę, kończę projekty i zobowiązania i teraz będę pisała. Początkowo w ramach terapii, bo potrzebowałam odskoczni od problemów, a później… a później tak bardzo pokochałam to zajęcie, że oprócz ogromnej pasji, stało się też sposobem na życie. 

Ohhh jak doskonale to znam. Też traktowałam blog jako odskocznię od problemów… choć każda z nas ma inne życie i przeszła coś innego, to to blogowanie na dobre nam wyszło. Zapytam teraz o Twoją akcję: #szczęściejestproste – skąd to się wzięło?

K: Będąc w szpitalu chodziłyśmy dwa razy dziennie z dziewczynami na kawę. W jednym z automatów, poza tym, że dawali genialną kawę, kubki były wyjątkowe – bo z cytatami. Któregoś dnia wylosowałam taki, który mówił, że sukces to maksymalne wykorzystanie możliwości, jakie się ma. Piękne, prawda? Wtedy pomyślałam, że to trochę, jak w życiu. Szczęście, to maksymalne docenienie tego, co się ma. Bo trzeba walczyć o lepsze jutro, o marzenia, realizować cele, rozwijać się – ale ciężko robić to, kiedy jesteśmy cały czas niezadowoleni z tego co mamy. A mamy naprawdę dużo, tylko czekając na więcej, kompletnie tego nie zauważamy! I któregoś dnia zaproponowałam taką akcję na instagramie. Zapytałam dziewczyny, czy nie miałyby ochoty podzielić się swoimi małymi szczęściami dnia codziennego np. fajną książką czytaną pod kocem, kubkiem ulubionej herbaty, zabawą z dzieckiem, randką z mężem, ulubioną szarlotką – tym, co sprawia im w ciągu dnia radość! Odzew akcji przerósł moje oczekiwania. Odzywały się osoby, które dodawały zdjęcia, ale i te, które je codziennie oglądały – mówiły, że zaczęły doceniać codzienność, bo przecież jest tyle powodów do uśmiechu! I tak z jednorazowej akcji powstała duża kampania, która trwa już z dwa lata. 

Gratuluję pomysłu i tak, to prawda, że zapominamy o tych małych “szczęściach”. Warto je celebrować. Cieszyć się z tego, że możemy wstać z łóżka, wyjść na krótki spacer czy chociażby wypić herbatę na balkonie. Wydaje mi się, że szczególnie w dobie pandemii zaczęliśmy to doceniać. 

Czy to prawda, że jesteś pracusiem? :) Twój instagram zawsze kipi od relacji (też bym tak chciała!), na blogu co rusz nowy wpis… jak Ty to wszystko ogarniasz?

K: I to jest dobre pytanie :) Cieszę się, że o to zapytałaś, naprawdę. Ostatnio to pytanie pojawia się u mnie na profilu bardzo często – i stąd na stories tak dużo mojego domowego życia. Żeby pokazać, że ja… wcale nie ogarniam, ale wybieram. Nie masz wrażenia, że kiedyś wmawiano nam, że dobra organizacja dnia, to zrobienie jeszcze więcej, niż jest się w stanie? Czyli jeśli normalnie robisz 5 rzeczy, to dobra organizacja pozwoli Ci zrobić ich 15? Padniesz pod koniec dnia, ale będzie zrobione. Kiedy urodziłam drugie dziecko i chciałam wrócić do pracy, nauczyłam się bardzo ważnej rzeczy, o czym ciągle opowiadam – priorytetyzacja zajęć. To było dla mnie jak objawienie! Czyli robię to, co jest konieczne i w danej chwili, danym dniu, dla mnie ważne. I jasne jest, że jeśli mam mnóstwo pracy, na obiad będzie szybki makaron. Jeśli wieczorem chcę pobawić się z dziećmi, nie pucuję podłóg, nie sprzątam, jedynie ogarniam lub jak to mówi mój mąż: odgruzowuje dom :) Priorytetem jest dla mnie rodzina i tego się trzymam. Nie da się zrobić wszystkiego – każda z nas ma tyle samo czasu w ciągu dnia. I trzeba wybierać, zrobić albo jedno, albo drugie. Kolejna rzecz – nauczyłam się prosić o pomoc. Nie jest dla mnie ujmą, że z czymś sobie nie radzę, czegoś nie potrafię lub że proszę mamę o opiekę nad dziećmi, kiedy chcę gdzieś wyskoczyć. Nie czuję się źle, kiedy nie dam rady zrobić obiadu, a zamówię tego dnia pizzę. Wybieram. Każdego dnia wybieram. Z jednej rzeczy rezygnuje, żeby zrobić inną. 

Śledzę Cię regularnie i wiem, że wydałaś “Notatnik najlepszych chwil”. Dlaczego zdecydowałaś się na taki krok?

K: To moje trzecie dziecko maksymalnie dopieszczone :) Notatnik chodził mi po głowie już blisko dwa lata temu. Ciągle jednak było coś ważniejszego, a może tak naprawdę bałam się do tego usiąść, bo tak naprawdę nie miałam pojęcia, jak się za to zabrać? Aż w końcu przyszedł dzień, kiedy postanowiłam, że zrobię to – i zrobiłam! :) Notatnik Najlepszych Chwil to jakby przeniesienie akcji #szczęściejestproste do życia poza internetem. Mamy tendencję do wywoływania zdjęć tylko z tych ważnych uroczystości, a tak naprawdę w ciągu dnia dzieje się mnóstwo fantastycznych rzeczy, które umykają! Uczmy się uważności i wdzięczności za to, co jest. Notatnik został stworzony po to, żeby łapać te ulotne chwile, wklejać zdjęcia, zapisywać przepisy, bo ja z podróży przywożę zawsze garść nowych receptur i smaków. Masz tak, że kiedy czujesz jakiś zapach lub usłyszysz melodię, przypomina Ci się jakaś sytuacja? Właśnie takie momenty ma zatrzymać ten Notatnik. Jest dla wszystkich, którzy chcą zadbać o wspomnienia, wracać po latach do magicznych momentów, mieć pudełko wspomnień pełne nie tylko zdjęć, ale i słów, smaków, zapachów. To miliony powodów do radości, uśmiechu, to takie utulenie w gorsze dni, kiedy usiądziesz pod kocem, otworzysz notatnik i przypomnisz sobie, że “jest beznadziejnie” tylko chwilowo, że to minie. To taka tarcza przez gorszym czasem i ogromna motywacja do działania. Bo w życiu nie chodzi o rzeczy, a o chwile, prawda? To je warto kolekcjonować. 

Karolina Wilk

Oczywiście, że tak mam! Wystarczy zapach czy melodia, a już w głowie ożywają wspomnienia. Ale to fajne! Ten notatnik pozwoli na takie celebrowanie życia – chwilę oddechu i czas na marzenia… 

Muszę pogratulować Ci wspaniałych dzieci i męża, który jest dla Ciebie prawdziwym wsparciem, genialnym partnerem, aż chciałoby się napisać, że takich to już tylko ze świecą szukać! Wiesz, że czytając post “Tajemnica udanego związku (…)” strasznie się wzruszyłam… zapewne dlatego, że dla mnie jest to obce i zupełnie nieosiągalne. Czy Wy kiedykolwiek się kłócicie?

K: Oj Aga, my jesteśmy jak stare włoskie małżeństwo! Sprzeczamy się często, ale równie często emocjonalnie godzimy :) Jak jesteś z kimś non stop, sprzeczki są na porządku dziennym  – nie chcę mówić kłótnie, bo do kłótni raczej nam daleko. Poza tym, oboje prowadzimy swoje firmy… z domu. Tzn. ja mam biuro w domu, a mąż kilkanaście metrów od domu – także idąc z dziećmi na spacer przynoszę mu zupę i kanapki. Z tego wychodzimy, że jestesmy razem cały czas. I lubimy to :) Wiesz, poznaliśmy się jako nastolatkowie, bo mieliśmy po 18 lat. Właściwie, to dorastaliśmy ze sobą, uczyliśmy się razem życia. Bardzo się zmieniliśmy – bo skłamałabym mówiąc, że jestem taka sama, jak 15 lat temu, kiedy nie miałam żadnych zobowiązań, a moim największym problemem była matura. Studia, pierwsze prace, porażki i sukcesy, dzieci, w międzyczasie rak i poronienie. Nazbierało się tych doświadczeń. Nie dziwi mnie, że ludzie, którzy zdecydowali się być razem w tak młodym wieku, po latach się rozstają – jesteśmy inni. I jeśli ktoś liczy, że po latach będzie tak samo, nic z tego nie wyjdzie. Związek, jaka sama wiesz, to ciężka praca – ale praca obu stron. My tak samo musieliśmy się we wszystkim dotrzeć i przede wszystkim zadać sobie pytanie, czy takie wersje nas po latach nam odpowiadają. Bo ja wychodziłam za mąż za studenta wychowania fizycznego, a nie za przedsiębiorcę, którym jest dziś mój mąż. Kompromis, wsparcie, czas spędzony razem i jeszcze raz rozmowa. 

A mąż nie zazdrości Ci sukcesów?

K: Jakich sukcesów :) No coś Ty! Mój mąż jest dla mnie ogromnym wsparciem, i kiedy mówię mu o jakimś pomyśle, on już jest myślami w fazie jego realizacji. Pewnie gdyby nie on, nie zdecydowałabym się na wiele rzeczy ze strachu przed porażką. Ludzie, którzy są wokół nas, są bardzo ważni w kontekście tego, co robimy, co osiągamy, czy idziemy do przodu, czy się cofamy, albo boimy podjąć decyzję. My się razem wspieramy – działamy w zupełnie innych branżach, ale staramy się sobie pomagać, na ile potrafimy. I o tym warto pamiętać – otaczać się ludźmi, którzy wspierają nas, a nie podcinają skrzydła.

Karolina Wilk

Oj Kochana, sukcesów! Bo stworzyłaś coś, sama, od podstaw. Masz pracę, którą uwielbiasz i wiele osób o tym marzy. A pytam, bo znam to z autopsji… Ktoś zamiast kibicować, właśnie podcina skrzydła albo kipi z zazdrości. Masz cudowne wsparcie, to strasznie ważne!

Choć przed wywiadem, mówiłaś, że mogę pytać o wszystko, to wiedz, że chcę zapytać o chorobę, ale nie wiem jak to zgrabnie ująć…  Może tak jak w tytule, zapytam po prostu o przeciwności losu. Na blogu otwarcie piszesz o raku. Co pomyślałaś, jak otrzymałaś diagnozę?

K: Początkowo fakt, nie chciałam o tym mówić. Później już tak – ale potrzebowałam czasu. Dziś z perspektywy czasu widzę, że moje opisy choroby ze strony pacjenta przynoszą dużo dobrego, bo mogę wirtualnie potrzymać za rękę osobę, która jest na początku tej drogi. Wesprzeć, powiedzieć dobre słowo, a przede wszystkim pokazać, jak to wszystko wygląda. Powiedzieć to, na co lekarze na wizycie nie mają czasu. Diagnoza była ciosem – nie ma co ukrywać. Na szczęście szybko się pozbierałam i zamiast pytać “dlaczego ja”, zaczęłam się zastanawiać “co dalej”. 

Leczenie, operacja, pobyt w szpitalu. Co dawało Ci siłę do walki?

K: Mówi się, że człowiek ma dwa życia – pierwsze, a potem drugie, kiedy zorientuje się, że to już ostatnie. To jest strasznie dziwny moment, nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Z jednej strony ogromnie się boisz, a z drugiej tak bardzo chcesz żyć. Czy się bałam? Nawet nie potrafię opisać, jak bardzo. Któregoś dnia złapałam się na tym, za czym naprawdę tęsknię. A tęskniłam za układaniem klocków z synem, za herbatą pod kocem, za ciastem mojej mamy, za budzeniem się w ramionach męża, za kawą z przyjaciółkami. Tęskniłam za zwyczajnymi rzeczami, których wcześniej w ogóle nie doceniałam, bo były przecież normą. Wtedy chyba narodziło się #szczęściejestproste, wtedy zaczęłam celebrować momenty, dbać o wspomnienia, doceniać życie i w końcu z niego korzystać. Nie oczekiwać, bo życie nie jest nam nic winne. Ale brać to, co daje. Kiedyś w szpitalu dostałam ten kubek z napisem: “Sukces, to maksymalne wykorzystanie możliwości, jakie masz”, pamiętasz? I ja w końcu zaczęłam je wykorzystywać. Z uśmiechem!

Karolina Wilk

Pięknie to podsumowałaś, a ja niewiele muszę już na koniec dodać. Dziękuję Ci za poświęcony czas i udział w moim szalonym pomyśle na “Kobiece rozmowy”. Ogromnie się cieszę, że się zgodziłaś na wywiad. Dziennikarka ze mnie marna, ale za to prawdziwa kobieta z krwi i kości, doceniam inne kobiety, chcę działać i pokazywać innym (tak jak Ty zresztą!), że jak się chce to się da! :D Dziękuję! :*

Blog: Kinka.com.pl

Instagram: kinka_karolina_wilk

 

Może Ci się również spodobać

10 komentarzy

Kasia 25 listopada 2020 - 22:37

Przepiękny, prawdziwy wywiad! Życiowy, mobilizujący, skłaniający do przemyśleń i do wdzięczności. Brawo dla was dziewczyny!

Reply
Agnieszka 2 grudnia 2020 - 17:16

Ooo dziękujemy! :*

Reply
Aneta 26 listopada 2020 - 08:19

Jakże miły początek dnia. :) Wspaniała rozmowa, wyjątkowe pytania i odpowiedzi. Cieszę się, kiedy czytam tak ciepłe słowa za którymi kryją się prawdziwe osoby, które jak widać przeżyły nie tylko dobre chwilę, ale które potrafią cieszyć się każdym momentem i spełniać swoje marzenia, czy realizować pomysły. Jakże ważne w tym wszystkim są wspierające osoby. Gratuluję Wam obu i życzę zdrowia oraz wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze. :)

Reply
Agnieszka 2 grudnia 2020 - 17:17

Dzięki za dobre słowa! :*

Reply
Ula - Książkowe Powroty 26 listopada 2020 - 08:38

Bardzo sympatyczny wywiad, bardzo sympatyczna dziewczyna i prześwietne zdjęcia!

Reply
Agnieszka 2 grudnia 2020 - 17:18

Tak, Karolina jest mega ciepłą, sympatyczna i fotogeniczną osobą. Tego nie da się ukryć!

Reply
Klaudia 2 grudnia 2020 - 23:37

Wspaniały wywiad :) Ja też jestem częstym gościem na instagramie Karoliny i podziwiam ją :)
Z niecierpliwością czekam na notatnik, który zamówiłam i cieszę się jak dziecko :)
Taki Mikołajkowy prezent dla mnie 💗

Reply
Agnieszka 3 grudnia 2020 - 10:28

Prezenty od samej siebie są mega ważne :) Też czasem sobie takie robię ;)

Reply
Nieidealnaanna 3 grudnia 2020 - 10:16

Z przyjemnością przeczytałam do kawy Waszą rozmowę Dziewczyny. Ekspres do kawy? Po tym wpisie na bank posypią się propozycje współprac 😅❤️ Cenię sobie w Karolinie, dojrzałość i dobro, które bije od niej na każdym kroku. Ściskam Was serdecznie 😊

Reply
Agnieszka 3 grudnia 2020 - 10:29

❤️ Tak, ekspres! Oby tak było, a może Mikołaj przyniesie? ;)

Reply

Zostaw komentarz