Minimalizm – skąd to się u mnie wzięło?

by Agnieszka
Mylifestyle

O minimalizmie wiele już napisano. Według Wikipedii: “minimalizm to ograniczenie do minimum wymagań, potrzeb, dążeń. W ujęciu szerszym minimalizm sprowadza się do przewartościowania priorytetów, tak aby pozbyć się nadmiaru i zbędnych rzeczy – dobytku, przekonań, zachowań, zwyczajów, zawiązków i czynności – które nie dodają naszemu życiu wartości, a skupić się na rzeczach kluczowych, wzbogacających nasze życie. Metodę na zapewnienie sobie możliwie dużego zakresu wolności w życiu, widzą nie w dorobieniu się dużej ilości pieniędzy, a w ograniczeniu tego, ile pieniędzy potrzebujemy.”

Dla mnie minimalizm to przede wszystkim pozbycie się nadmiaru rzeczy. Nic tak nie wkurza mnie jak zagracona szafa – jak ją otwieram to wszystko na mnie leci. Znasz to? Był moment, że wiecznie niczego nie mogłam znaleźć, ciągle był bałagan, a nadmiaru rzeczy nie dało się sprytnie upchnąć na 36m… Wychodzę z założenia, że im mniej rzeczy tym “wolniejsza” głowa i mniej do sprzątania. 

minimalizm

Ale skąd się to wszystko wzięło? Czyli jak wpadłam w pułapkę konsumpcjonizmu

Wychowywałam się i mieszkałam w domu. W domu, w którym było dużo miejsca, a nadmiaru rzeczy jakoś nie było widać. Po wyprowadzce na studia i pomieszkiwaniu w wynajmowanych pokojach nie było źle – miałam ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Reszta została w domu rodzinnym. Później wiesz, wolność, własne pieniądze, zakupy, znoszenie przeróżnych rzeczy do małego mieszkania w bloku. Rzeczy, których człowiek później rzadko się pozbywał.

Minęło kilka lat samodzielnego życia i zbieractwa, tzw. “przydasiów”. Później przed narodzinami córki kupiliśmy spory segment pod Warszawą, gdzie nie mogliśmy narzekać na brak miejsca. Wprowadziliśmy się tam, gdy ja byłam w zaawansowanej ciąży. Gdy po porodzie wróciłam do domu, a sypialnia zawalona była pudłami to już wtedy zapaliła mi się lampka. To wtedy zorientowałam się, że coś tu nie gra i zaczęłam zastanawiać się skąd to się wszystko wzięło… Kilka lat później, gdy zaczęłam od nowa i zamieszkałam w kawalerce w Krakowie okazało się, że mamy masę zbytecznych rzeczy! Zaczynając od leżaczków-bujaczków, ubrań w złych rozmiarach, starych “szmat”, które przydadzą się do chodzenia po domu, zabawek, książeczek, gazet, które magazynowałam latami (!), niepotrzebnych dokumentów, leków, tony kosmetyków, talerzyków, butów, itd. itp. To wtedy, gdy nie miałam jeszcze pracy, zaczęłam segregować i sprzedawać nasze nadprogramowe, zupełnie niepotrzebne rzeczy. Pozwoliło mi to żyć w nowym, obcym mieście bez oszczędności. Ogarniając naszą przestrzeń, zbierałam na czynsz i codzienne życie. To wtedy odkryłam książki dot. minimalizmu i zaczęłam iść w tym kierunku. Odkryłam, że rzeczy które posiadam ograniczają mnie i moją przestrzeń. 

Sprzątanie to proces, u mnie trwa latami

I nie zrozum mnie źle i nie pomyśl, że żyję w syfie. Nie :) Nigdy tak nie było. Często odkurzam (zdarza się, że 2-3 razy dziennie :D), myję podłogi, okna, sprzątam łazienkę i kuchnię. Pod hasłem “sprzątanie” mam na myśli generalne przejrzenie całego naszego dobytku życia, którego nie ma gdzie upchnąć, poukładać. To dojrzenie do czasu w którym wiesz, co jest Ci potrzebne a co nie. Uświadomienie sobie, że z roku na rok jesteśmy na innym etapie życia, mamy inne potrzeby, to się zmienia. I to nie jest tak, że nic nie kupuję. Bo zakupy lubię i cenię sobie pewien komfort. Lubię modę. Kocham sukienki! Ale często jest tak, że nie chodzę w rzeczach, które kupiłam jakiś czas temu, bo wyszły z mody, znudziły mi się, albo zmienił się mój rozmiar. Mam też ubrania kupione pod wpływem impulsu. Całkiem inaczej jest w przypadku dziecka, które cały czas rośnie, a jego potrzeby zmieniają jeszcze szybciej niż moje. Leżaczek-bujaczek nie będzie już potrzebny 5-cio czy 8-mio latce. Ubrania z miesiąca na miesiąc są za małe.

A dlaczego to generalne sprzątanie i pozbywanie się rzeczy trwa tak długo? Z prostego względu. Nie mogę pozwolić sobie na to by spakować to, co niepotrzebne i wyrzucić na śmietnik albo komuś oddać. Sprzedaję, by mieć pieniądze na nowe potrzeby. Z czasem nauczyłam się, by regularnie wystawiać na sprzedaż rzeczy za małe/ już nie chciane. I widzę cień szansy na prawdziwy minimalizm :)

Porządek w szafie i w … głowie

Kupujemy rzeczy, bo sprawiają nam radość. Chociaż u mnie od pewnego czasu nadprogramowe zakupy = wyrzuty sumienia. Polecam, zrób sobie test i zobacz czego potrzebujesz na codzień. Możesz spisać to na kartce. U nas jest to na pewno komputer, telefony, ładowarki, drukarka, lampka – niezbędne do pracy. Chodzimy w kilku ulubionych ciuchach, a reszta leży latami w szafie. I przyznaję, jestem gadżeciarą, a po rozwodzie, gdy już miałam jakieś pieniądze, to kupowałam i znosiłam do domu wiele pierdół. Bo było ładne, myślałam, że polepszy mi się humor, przyda się… a w większości te rzeczy były kupowane pod wpływem impulsu i tak jak pisałam wyżej, chwilowej poprawy humoru. Dalej chodzę po sklepach, oglądam, myślę o zakupach, po czym zadaję sobie pytanie: a na ch*j mi to! Mieszkania potrzebuję, a nie kolejnego (choć pięknego) wazonu. Wzdycham do instagramowych, minimalistycznie urządzonych mieszkań i domów. Teraz wiem jedno: minimalizm uszczęśliwia. Serio! Im mniej tym lepiej. Łatwiej utrzymać jest porządek, mam więcej miejsca. Rzeczy mnie nie ograniczają. Dzięki temu, że się pozbywam się klamotów ze swojego otoczenia czuję się o wiele lepiej. 

Wskazówka: uporządkuj rzeczy, zostaw tylko te, które Ci służą i mogą zmienić nasze życie na lepsze. W czystym domu, pozbawionym gratów możemy lepiej funkcjonować. Minimalista skupia się na tym, co użyteczne i na tym, co mu sprawia radość. 

Mylifestyle

Kilka faktów

  1. Po zminimalizowaniu rzeczy odzyskujemy czas (mniej sprzątania), wolność i życie. Mniej skupiamy się na rzeczach. Zrewidowaliśmy nasze życie, cele i pasje. Jesteśmy bardziej kreatywni!
  2. Mamy więcej pieniędzy – mniej wydajemy. Wystawiamy rzeczy na sprzedaż w internecie, dzięki czemu odzyskujemy część wydanych wcześniej pieniędzy.
  3. Mam 4 komplety pościeli. Na codzień używamy 2, kolejne 2 zostają na zmianę. Nie tonę w ręcznikach, zasłonach i firankach. Jeśli mam ochotę na zmiany, to kupując coś nowego staram się pozbywać tego starego. Tego co mi się już znudziło, co mi się już nie podoba. Bo gusta też nam się zmieniają.  I tak na przykład urządzając kiedyś wspomniane wyżej mieszkanie prawie 9 lat temu, kupiliśmy ciemno brązowy stół w kolorze wenge, do tego mieliśmy drzwi i futryny w tym samym kolorze. Teraz bym już tego nie zrobiła. Ba! Nawet nie wzięłabym tego za darmo!
  4. Przez minimalizm masz więcej czasu dla siebie, dla bliskich, na swój rozwój i pasje. Nie chodzisz w koło i nie sprzątasz, bo… znika chaotyczny świat wokół nas. Bardzo polecam ten stan :)
  5. Uwielbiam Vinted. Już nie bawię się w inne serwisy sprzedażowe, działam tylko w tej aplikacji. Jest szybko i konkretnie.

Vinted

 

A Ty masz w domu bajzel czy idziesz w stronę minimalizmu?

Podobne wpisy:

1. Second Hand by MyLifestyle – czyli nasza domowa wyprzedaż i kilka słów o porządkach

2. Sprzedaj, wyrzuć, oddaj czyli czas na domowe porządki

 

Może Ci się również spodobać

2 komentarze

Gabrysia 2 lutego 2021 - 13:43

Ja ostatnio zaczęłam bardziej świadomie kupować ubrania – kiedyś kurierzy bywali u mnie codziennie, a w połowie ciuchów, które miałam – nie chodziłam. Teraz sprzedałam trochę ubrań, a dużą część oddałam potrzebującym. Powoli uczę się minimalizmu :)

Reply
Borgio 26 marca 2021 - 15:38

Inspirujący, warty przeczytania wpis! “Mniej skupiamy się na rzeczach.” – dla tego jednego argumentu warto zrewidować zawartość swojego mieszkania, szafy i ocenić, co tak naprawdę pozytywnie wpływa na jakość naszego życia, a z czego można zrezygnować. :)

Reply

Zostaw komentarz